ok wpolu

Oficyna Wydawnicza "Agawa"
ISBN 83-85571-39-6
Seria: Biblioteka Współczesna
Powieść frontowa z wojny polsko-bolszewickiej
Okładka barwna, foliowana
Format S6 (125 x 195 mm), str. 364
Cena detaliczna: 30 zł

Wreszcie wznowione zostało arcydzieło polskiej literatury międzywojennej, wielka powieść Stanisława Rebeka z czasów wojny polsko-bolszewickiej. A oto, co o niej pisze wybitny współczesny krytyk - Tomasz Burek:

"Książka odniosła sukces, została wyróżniona prestiżowymi nagrodami literackimi. Za arcydzieło prozy beletrystycznej uznali ją zgodnie recenzenci i krytycy tak miarodajni jak: Karol Irzykowski, Stefan Kołaczkowski, Julian Krzyżanowski, Kazimierz Wyka. Autorowi nie było wszelako dane cieszyć się długo z sukcesu swego dzieła. Przyszły złe czasy, hitlerowska, później sowiecka nawała, a wraz z obcym porządkiem politycznym, jaki zapanował w Polsce, pewne tematy literackie utraciły prawo do publicznego istnienia. Rembek okazał się jednym z największych pechowców pomiędzy literatami. Główną bowiem sprawę jego pisarstwa stanowiła wojna polsko-bolszewicka… Domena tematyczna, w której ów znakomity narrator-batalista czuł się najlepiej i w której, jak się zdaje, nie powiedział ostatniego słowa, została objęta zakazem."

Tomasz Burek

I jeszcze jeden ciekawy tekst o Stanisławie Rembeku i jego wielkiej powieści:

Michał Stanek

Przytrzaśnięty ciszą

(o Stanisławie Rembeku i jego "W polu")

Krzyk jeden pomknął wzdłuż granicy

I zanim zmilkł - zagrzmiały działa:
To w bój z szybkością nawałnicy
Armia Czerwona wyruszała.
(J. Kaczmarski)[1]

Osamotnienie

Moim myślom o Stanisławie Rembeku zawsze towarzyszy przygnębienie. Los tego zapomnianego dzisiaj pisarza jest smutnym świadectwem skuteczności cenzury prewencyjnej PRL - ale w przypadku Rembeka to nie o politykę chodzi, ale o wyjątkowy, cichy i głuchy tragizm jego losów. To nazwisko mało kto dziś w ogóle kojarzy, nie wspominając już o przyznaniu należnego mu honorowego miejsca w szeregu polskich literatów międzywojnia. A należy mu się miejsce szczególne, nawet biorąc pod uwagę fakt, że dramatyczne koleje życia w jakimś stopniu sparaliżowały rozwój jego talentu. Ale może właśnie dlatego, w imię spóźnionego zadośćuczynienia, trzeba oddać Rembekowi sprawiedliwość. Pomnika nie ma (jest za to patronem ulic w Piotrkowie Trybunalskim i Grodzisku Mazowieckim, w których mieszkał), ale najbardziej szkoda, że nigdy nie trafił do kanonu lektur. Powinien. I byłby chętnie czytany.

W odróżnieniu od całej galerii młodszych kolegów po piórze, na których piętno odcisnęła II wojna światowa, doświadczeniem które ukształtowało Rembeka jako pisarza, była wojna polsko-bolszewicka. Idący w 1919 roku na wojnę z Sowietami Rembek to rówieśnik Baczyńskiego z 1939 roku. Doświadczenia frontowe stały się dla niego tym, czym Powstanie Warszawskie dla „pokolenia kolumbów”. Już debiutancka powieść "Nagan" z 1928. zwróciła na niego uwagę ówczesnej krytyki, choć nie wzbudziła jednogłośnego entuzjazmu. Patrząc z perspektywy czasu można chyba powiedzieć, że Rembek wyprzedził swoją epokę. Mianowicie sięgnął po takie środki literackiego obrazowania, do których literatura - nie tylko polska - dojrzała dopiero po II wojnie światowej. Doświadczenie 1920 roku spowodowało, że został naznaczony wojną wcześniej, niż większość polskiego świata literackiego. Dziś można próbować postawić go obok Borowskiego czy Nałkowskiej, ale takie porównania nie oddadzą jego pisarskiej indywidualności i literackiego osamotnienia. Osamotnienia wypływającego zresztą nie tylko z faktu, że sam jeden pisał o wojnie z bolszewikami. Otóż Rembek bodaj jedynym w Polsce nowoczesnym pisarzem batalistycznym. Takim jak na gruncie amerykańskim dwadzieścia lat później Norman Mailer ("Nadzy i martwi") i przede wszystkim James Jones ("Cienka czerwona linia"). I, zdaje się, jedynym tej klasy batalistą pozostał do dzisiaj. A "Nagan" był tylko przygrywką.

Po szosie bębnił huraganowy ogień

Opublikowana w dziewięć lat później powieść "W polu" to jego opus magnum. Otrzymał za nią nagrodę Fundacji im. F. S. Lewentala i nagrodę miasta Kalisza. Sama Maria Dąbrowska zgłosiła W polu do nagrody Wiadomości Literackich. Wśród zachwyconych dziełem byli Karol Irzykowski, Julian Krzyżanowski i Kazimierz Wyka[2]. Także Czesław Miłosz - wiele lat później - określi "W polu" mianem najlepszej wojennej powieści dwudziestolecia[3]. O co cały ten szum?

Otóż Rembekowskie "W polu" jest dziełem w literaturze polskiej zupełnie osobnym i bezprecedensowym. Nasza tradycja rozumienia wojny ukształtowana została studwudziestoletnim okresem zaborów. Czyn zbrojny był u nas zawsze rozumiany jako walka wyzwoleńcza: z najeźdźcą, zaborcą, okupantem. To bój chwalebny i heroiczny. I niewątpliwie - jest to jakaś część historycznej prawdy, natomiast na pewno nie jest to prawda cała. Po pierwsze, postać czy to w maciejówce, czy z orzełkiem na czapce, czy z biało-czerwoną opaską, od dawna zastygła w świadomości potomnych w pomnikowej pozie, której patos skutecznie odbiera poczucie autentyzmu i realności. Po drugie, my sami - współcześni - dość kurczowo trzymając się bogoojczyźnianej wizji historii, tracimy z oczu szczegóły i niuanse, na które nie ma miejsca w monolicie narodowej chwały.

A Stanisław Rembek pokazał wojnę z zupełnie innej perspektywy: w maksymalnym zbliżeniu, w detalu, w skali mikro. Pisze właśnie nie o spiżowych bohaterach, ale o żywych ludziach. - z reguły zresztą żywych do czasu. Kontekst polityczny właściwie go nie interesuje - pojawia się w powieści marginalnie, a szersze spojrzenie na mapę fontu nie występuje w ogóle. Za to od początku do końca towarzyszymy kilkudziesięcioosobowej gromadzie żołnierzy: jest to jedna z kompanii X Dywizji Piechoty gen. Żeligowskiego. Tej zbieraninie typów ludzkich, pochodzących ze wszystkich chyba warstw społecznych i regionów II Rzeczypospolitej, towarzyszymy w odpieraniu sowieckiej ofensywy w lipcu 1920 roku gdzieś na terenach dzisiejszej północnej Białorusi. Towarzyszymy dosłownie: autor wrzuca nas w sam środek okopu, pokazując wojnę w całej jej grozie i znoju. Rytm wyznaczają tu bezładne odwroty i desperackie kontrataki, nawroty tyfusu i kolejne dezercje. Napady przyprawiającego o obłęd strachu sąsiadują ze zrywami niebywałej odwagi. W błocie, pocie, krwi i łzach padają ludzie i konie, płoną chyba wszystkie napotkane wsie i z rozwojem wypadków ma się coraz silniejsze wrażenie, że wygrywa nie tyle Armia Czerwona, co rozszalały żywioł wojny, niosący iście apokaliptyczną zagładę, punktowaną powracającym jak refren lapidarnym zdaniem: Po szosie bębnił huraganowy ogień.

Wszystko to opisane jest bez cienia zadęcia i fałszu, i - wbrew zawężeniu fabuły do losów jednej tylko kompanii - wprost dyszy epickim oddechem. Rembek pokazuje się jako fantastyczny narrator-batalista: jego styl jest obrazowy, ale oszczędny w słowach; dramatyczny, ale pozbawiony patosu; wreszcie - naturalistyczny na niespotykaną w polskiej literaturze skalę. Ale nigdy nie wpadający w puste efekciarstwo, bo celem Rembeka nie jest epatowanie wojenną makabrą. Jego opowieść czasem przypomina swoją rzeczowością bezlitosny reportaż frontowy, ale o jej sensie stanowi pogłębiona analiza psychologiczna jednostki rzuconej w tryby machiny wojennej. Jest to zresztą naczelny temat całej jego twórczości, także tej dotyczącej powstania styczniowego i okupacji. Tu zaś większość wydarzeń oglądamy oczami porucznika Paprosińskiego, zastępcy dowódcy kompanii. Paprosiński na naszych oczach zmaga się z panicznym strachem, od którego jeżą się włosy na głowie. Na naszych oczach dokonuje też bohaterskich kontrataków, dowodząc, że strach i odwaga to często dwie strony tego samego medalu. Do niego też należą najgłębsze refleksje - te o wojnie i te o ludziach w nią zaplątanych.


Milczenie

Gdyby szukać porównań dla dzieła Rembeka, to najbliższym punktem odniesienia byłoby "Na zachodzie bez zmian" Remarque’a, do którego zbliża go antywojenne przesłanie i bardzo (bardzo!) pesymistyczna wymowa, ale którego przewyższa dramatyzmem narracji. Po publikacji "W polu" Maria Dąbrowska stawiała je wyżej niż dzieło niemieckiego pisarza[4], a i inni krytycy byli zgodni, że powieść jest wybitna. Przed Rembekiem przyszłość stała otworem, ale w rok po jego wielkim sukcesie nadeszła wojna, a po niej sowiecka okupacja - i Rembek stał się z oczywistych względów pisarzem zakazanym, skreślonym. Dziś, czytając o jego powojennym losie, wydaje się, jakby został pogrzebany za życia: co prawda wydano mu "Balladę o wzgardliwym wisielcu i dwie gawędy styczniowe" poświęcone powstaniu styczniowemu, oraz okupacyjny "Wyrok na Franciszka Kłosa", jednak czterdzieści powojennych lat upłynęło mu na zmaganiach nawet nie tyle z cenzurą, co z powszechnym wokół niego milczeniem. Być może zabrakło mu siły przebicia, być może nastąpił splot kolejnych nieszczęśliwych okoliczności, ale przede wszystkim jako piewca wojny, której oficjalnie nie było został z premedytacją wymazany z krajobrazu literackiego PRL przez oficjalne czynniki. O reedycji "Nagana" i "W polu" nie mogło być oczywiście mowy, a podejmowane przez kilku filmowców próby ekranizacji "Wyroku" i "Gawęd styczniowych" spełzły na niczym. Nigdy też nie posunął się - jak wielu współczesnych mu pisarzy - do wysługiwania się swoim piórem systemowi. Koniec końców zmarł w 1985 roku jako człowiek, którego ciężkiej ciszy przytrzasnęły drzwi: w nędzy, przygnieciony zniechęceniem, schorowany, uzależniony od alkoholu i morfiny i kompletnie zapomniany przez wszystkich poza rodziną. I poza Juliuszem Machulskim, który po 10 latach usiłowań, w 1992 roku nakręcił według jego prozy swój najdojrzalszy film - "Szwadron". Przypomniany dopiero przez Joannę Siedlecką, która napisała o nim w "Wypominkach", został odkryty przez Grzegorza Łatuszyńskiego. Ten założył wydawnictwo "Agawa" specjalnie po to, by opublikować całą spuściznę Rembeka, ratując go przed całkowitym zapomnieniem[5]. W ten sposób na przełomie wieków, poza reedycjami czterech istniejących pozycji, ujrzały światło dzienne niepublikowane wcześniej "Dzienniki": okupacyjny i z 1920 roku, nieznana wcześniej powieść o Józefie Wybickim, oraz teksty niedokończone, odnalezione w rodzinnym archiwum i Bibliotece Narodowej. Wśród nich jednak najjaśniejszym światłem błyszczy "W polu" - największe arcydzieło polskiej prozy batalistycznej. I nigdy dość przypominania o nim.

Z szacunku dla Rembeka uparłem się na przedwojenne wydanie "W polu". Chciałem mieć to wydanie, którym i on, jak sobie lubię wyobrażać, cieszył się w 1937 roku - trzydziestosześcioletni pisarz, fetowany przez największe nazwiska ówczesnej krytyki. Nic szczególnego: szara, tekturowa oprawa, obecnie mocno postrzępiona. Na karcie tytułowej rozmyty, nieczytelny podpis atramentem. Czyj - nigdy się już nie dowiem.
---
[1] J. Kaczmarski, „Ballada wrześniowa”, [w:] tegoż: „Ale źródło wciąż bije...”, wyd. Marabut, 2002, s. 473.
[2] T. Burek, „Posłowie”, [w:] Stanisław Rembek, „Nagan”, wyd. Agawa, 2006, s. 204.
[3] C. Miłosz, „Historia literatury polskiej do roku 1939”, wyd. Znak, 1993, s. 484.
[4] W. Chmielewski, „Posłowie”, [W:] Stanisław Rembek, „W polu”, wyd. Agawa, 2006, s. 356.
[5] Por. wypowiedź G. Łatuszyńskiego: tamże, s. 361-362.

 O autorze


Stanisław Rembek, ur. 6 lipca 1901 roku w Łodzi zmarł 21 marca 1985 roku w Warszawie. Z wykształcenia był historykiem. Lata 1919-1921 spędził w wojsku, z czego znaczną część jako żołnierz frontowy podczas wojny polsko-bolszewickiej. Debiutował w 1922 roku powieścią odcinkową dla młodzieży. W latach 1934-38 pracował jako nauczyciel w Radomiu i Piotrkowie Trybunalskim. Uczestnik obrony Warszawy, współpracownik prasy konspiracyjnej, nauczyciel w tajnym nauczaniu. Po wojnie mieszkał w Piotrkowie i w Warszawie. Zepchnięty na margines życia literackiego współpracował z Instytutem Wydawniczym PAX. Po 1956 roku przez jakiś czas publikował w "Kierunkach".

W 1938 roku otrzymał nagrodę Fundacji im. Franciszka Salezego Lewentala i nagrodę miasta Kalisza im. Adama Asnyka za powieść W polu, w 1945 roku nagrodę MKiS.

Wydał między innymi:
Nagan, powieść, I wyd. 1928 r., następne 1990 r.;
W polu, powieść, I wyd. 1937 r., następne 1958, 1983, 1993, 1996 r.;
Wyrok na Franciszka Kłosa, powieść, I wyd. 1947 r., następne 1956, 1977; 2000 r.
Ballada o wzgardliwym wisielcu oraz dwie gawędy styczniowe, opowiadania, I wyd. 1956, następne 1971, 1977 r.;
Dzienniki. Rok 1920 i okolice, pamiętnik, I wyd. 1997 r.
Dzienniki Stanisława Rembeka, zarówno te z roku 1920 jak i z lat okupacji, do druku podała pasierbica Autora, Maria Magdalena Stępniewska, spadkobierczyni praw autorskich.

O Dziennikach Stanisława Rembeka pisali:

Milczenie jest najskuteczniejszą bronią w walce z literaturą mawiał Louis Ferdinand Celine. Że miał rację, dowodzi przypadek Stanisława Rembeka, bez wątpienia jednego z najznakomitszych prozaików polskich XX wieku, którego książki przez kilkadziesiąt lat figurowały na cenzorskim indeksie.
Tomasz Zbigniew Zapert, Życie

W zeszłym roku wyszedł pośmiertnie arcyciekawy Dziennik Rembeka (Oficyna Wydawnicza Agawa, Warszawa 1997) z lat 1914-1927. Główny korpus dziennika dotyczy wydarzeń wojny polsko-bolszewickiej. Już w powieściach Rembeka Nagan i W polu wojna ta przedstawiona była w barwach ciemnych, a dziennik jeszcze ten ciemny obraz doczernia, przy czym nie chodzi tu o zbrodnie bolszewickie. Ponura atmosfera panuje po stronie polskiej.
Ham, Polityka

Czytelnik, który zechce poszukiwać w Dziennikach nie wiadomo jakich odkryć i refleksji, może poczuć się rozczarowany. Nie zapomnijmy, że notatki wyszły spod pióra dwudziestolatka, spoglądającego na świat niezwykle "chłodnym okiem". Właśnie owa oszczędność słów, poczucie dystansu i niechęć do narodowej tromtadracji zapowiadają pisarza. Podobnie jak w powieściach, w diariuszu Rembeka nie ma żadnych upiększeń "jak to na wojence ładnie", żadnych podniosłych gestów i patriotycznych recytacji, tak charakterystycznych dla naszej kultury. Tutaj błoto jest błotem, zmęczenie zmęczeniem. Tak naprawdę dwie rzeczy zdają się zaprzątać żołnierskie mózgi: jedzenie i sen, ale sen okazuje się zawsze ważniejszy. Z tej dbałości o prawdę najprostszą wzięło się wyjątkowe miejsce wojennych powieści i opowiadań Rembeka w całej naszej literaturze, zawsze skłonnej do patetycznej recytacji i strojenia bohaterskich min, co sprawia, że większość polskich książek wojennych kłamie dla dobra sprawy. Wyjątek stanowią Rembek, Józef Mackiewicz i Miron Białoszewski ze swoim Pamiętnikiem z powstania warszawskiego.
Włodzimierz Paźniewski, Nowe Książki

Developed in conjunction with Ext-Joom.com