OKL Dostaw

Oficyna Wydawnicza "Agawa"
ISBN 978-83-85571-65-0
Seria: Literatura Faktu
Okładka barwna, foliowana
Format S6 (12,5 x 19,5 cm)
Str. 304, w tym album zdjęć
Cena detaliczna.: 29,00 zł

Wspomnienia Zdzisława Dostawa pt. „Pod prąd“ to historia jednej rodziny od 1939 roku przez okupację niemiecką i lata powojenne do upadku PRL-u. Rodzice autora ukształtowani w duchu patriotycznym przedwojennej Polski zostali w typowy sposób poddani miażdżącemu doświadczeniu dwóch totalitaryzmów, niemieckiego i sowieckiego. Ojciec, niewątpliwie silna osobowość, walczy z przeciwieństwami losu. Podczas okupacji wstępuje do podziemnej organizacji; wsypa, ucieczka, zmiany miejsc zamieszkania. Pobyt w podwarszawskich Włochach, Siedlce i po klęsce Niemców powrót do Włoch. Studia na SGGW, praca w Ministerstwie Rolnictwa, administrowanie majątkiem w Żabiej Woli pod Warszawą.
Młody Zdzisław chłonie od dzieciństwa specyficzną atmosferę życia pod jarzmem niewoli niemieckiej i sowieckiej. Pamięta i cytuje doświadczenia ojca, który powiadał, że śledztwo w gestapo można było czasem przetrzymać, ale prawie nie zdarzało się to podczas przesłuchań w UB i NKWD.
Rodzina Dostawów była zdecydowana w niechęci do komunizmu i potrzebie pielęgnowania tradycji patriotycznych w wychowywaniu dzieci. Ale zarazem starała się przystosować do wymogów nowej rzeczywistości. Jeden z braci matki zaangażował się w proces odbudowy kraju i piastował dosyć wysokie stanowisko w administracji krajowej. Natomiast drugi brat przed wojną trochę komunizował i znalazł się po 1939 roku w Kraju Rad. Wrócił do Polski absolutnie wyleczony z komunizmu i nigdy nie chciał opowiadać, co tam przeżył. Nabawił się obsesyjnej alergii na ten temat. W swoim domu w Pruszkowie zabił deskami okna wychodzące na Wschód.
We wspomnieniach Zdzisława Dostawa niewątpliwym wzorem dla ukształtowania jego osobowości i poglądów był ojciec, człowiek gwałtowny i silny, pełen niewyczerpanej żywotności. Zmagał się w okowach rzeczywistości PRL-u, próbując zachować niezależność i wierność swoim zasadom. Nie zrobił kariery, nie zapisał się do rządzącej partii, egzystował na uboczu jak wielu uczciwych Polaków w tamtych czasach. Pragnął zapewnić godziwe warunki rodzinie i wychować dzieci na uczciwych ludzi.
Barwne i szczególnie cenne przez fotograficzną wręcz wierność przeszłości są partie wspomnień Zdzisława poświęcone jego dzieciństwu i wczesnej młodości we Włochach pod Warszawą. Powojenna bieda, trudności w zdobywaniu opału na zimę. Pejzaż tamtych okolic. Glinianki, carskie forty. Stare i Nowe Włochy, animozje między dwoma częściami miasteczka, przedzielonymi torami kolejowymi. Zabawy chłopców, gra w „plichtę“, „cymbergaja“, „zośkę“. Gołębniki i gołębiarze, namiętności hodowców ptasich stad, krzyżowanie ras; z tego kręgu wywodzi się znane powiedzenie: „Nie da rady, oba samce!“ Lód na stawach, gra w hokeja, pływanie na lodowych krach, które kojarzyło się z wyprawami na północne morza. Wreszcie szkoła w Starych Włochach.
Opisy szkolnych doznań są szczególnie bliskie piszącemu te słowa, bowiem matka Zdzisława Dostawa była wieloletnią sekretarką w tej szkole, której kierownikiem od przedwojnia był mój ojciec, Antoni Nowakowski.
Dorosłe już życie Zdzisława Dostawa po ukończeniu studiów i podjęciu pracy zawodowej naznaczył wątek prób nakłonienia go do współpracy z bezpieką. Padały na przemian groźby i kuszące obietnice. Jednak nie dał się złamać i właściwie nic go to nie kosztowało. Nawet potrafił wyciągnąć pewne korzyści z zainteresowania tajnej policji politycznej swoją osobą. Wymowny dowód na to, że można było zachować godność i nie poddać się presji. Doświadczenie kontaktów z ubecją stanowi celną odpowiedź na lamenty wielu tajnych współpracowników (czytaj kapusiów), że musieli zgodzić się na współpracę, bo dzieci, żona, praca, awans i tym podobne „straszne konsekwencje“. Można było więc nie dać się upodlić.
Reasumując: „książka życia“ Zdzisława Dostawa ciekawa; siłą jest wyrazistość, konkret, szczegół. Daje stempel wiarygodności. Czytałem z niesłabnącym zainteresowaniem.

Marek Nowakowski

 O autorze

Urodził się 25 maja 1942 roku w Siedlcach. Okupacyjne życie w podsiedleckiej wsi było pełne niebezpieczeństw różnego rodzaju. Kiedy miał kilka miesięcy i leżał samotnie w wózku stojącym na środku kuchni, do pomieszczenia wdarł się hodowany przez ciotkę świniak. Sytuacja była groźna, bo znane były wypadki, że głodne świnie potrafiły zeżreć niemowlę pozostawione bez opieki. Na szczęście dla małego Zdzisława tucznik w pierwszej kolejności zainteresował się zacierem przygotowanym przez ojca do produkcji. Kiedy rodzice w końcu się pojawili, zwierzę było już zamroczone alkoholem i leżało koło wózka jak przysłowiowa pijana świnia. O dalszych szczegółach dziecka, dorastającego chłopca i wreszcie dojrzałego mężczyzny, Zdzisława Dostawa, opowiada ze swadą napisana jego książka "Pod prąd. Wspomnienia z PRL-u"

Developed in conjunction with Ext-Joom.com